Pogranicze-między Pszczyną, Strumieniem a Bielskiem
30 stycznia miałem wielki zaszczyt i przyjemność wygłosić w Gminnej Bibliotece Publicznej w Pawłowicach wykład pt. „Cysaroki i Prusoki na pograniczu. Między Pawłowicami, Pszczyną a Zarzeczem”. Była to też okazja zaprezentować monografię Zarzecza. Wspaniała atmosfera – dziękuję!



Od wielu lat interesuje mnie pogranicze, tereny położone w pobliżu dawnej granic austriacko-pruskiej. Przygraniczne położenie mieszkańców miało istotny wpływ na ich codzienne życie. Było to pogranicze państwowe, narodowościowe, etniczne, kulturowe, językowe, polityczne, wyznaniowe i gospodarcze. Jednak istniejąca przez wiele lat granica nie stanowiła bariery do wzajemnego przenikania.
Dla nacierających w 1945 roku wojsk sowieckich zarówno Śląsk Cieszyński jak i górnośląska część przedwojennego województwa śląskiego był obszarem należącym do Trzeciej Rzeszy.
Trwają prace nad książką przedstawiającą walki frontowe między Pszczyną, Bielskiem a Strumieniem w styczniu i lutym 1945 roku.
Po klęskach armii niemieckiej poniesionych w 1943 roku na froncie wschodnim, pod Stalingradem i Kurskiem oraz w Afryce Północnej, w przeciągu 1944 roku nastąpił przełom w zmaganiach wojennych w Europie. Sowieci wyparli Niemców w kilku operacjach na tereny państw nadbałtyckich oraz na Białoruś i Ukrainę. Alianci zaś wylądowali na Sycylii (1943 r.), a w dniu 6 czerwca 1944 roku wojska koalicji antyhitlerowskiej, w ramach potężnej operacji powietrzno-morskiej, wylądowały na plażach Normandii. Z uchwyconego tam przyczółka skutecznie wypierały wojska niemieckie z terytorium Francji. Tego samego miesiąca rozpoczęła się na froncie wschodnim operacja strategiczna pod kryptonimem „Bagration” (nazywana też Białoruską Strategiczną Operacją Ofensywną), w wyniku której wojska sowieckie w zwycięskim marszu w centralnym pasie natarcia dotarły do Wisły. Kolejne sukcesy aliantów odnotowano w drugiej połowie 1944 roku. Alianci dotarli aż do Renu, a na południu Niemcy zostali wyparci z Rzymu.
Od jesieni 1942 roku nad Górnym Śląskiem pojawiały się sporadycznie nieliczne samoloty sowieckie. Nie wyrządzały one jednak większych szkód. Jeszcze do lata 1944 roku obszar ten był traktowany przez Niemców jako jeden z nielicznych bezpiecznych, nie zagrożonych bezpośrednio nalotami alianckimi. Sytuacja w tym zakresie zmieniła się, odkąd w 1944 roku 15 amerykańska Flota Powietrzna (15th Air Force), stacjonująca we Włoszech, rozpoczęła bombardowania strategicznych miejsc Górnego Śląska (m.in. zakładów chemicznych, rafinerii) i ważnych linii komunikacyjnej (np. pociągi na trasie Zebrzydowice – Katowice). Cyklicznie przelatujące nad Śląskiem Cieszyńskim samoloty spowodowały, iż w niektórych miastach zainstalowano syreny alarmowe, np. w Bielsku i Strumieniu (ratusz).
Pierwsze rozważania dotyczące ewentualnej możliwości dotarcia Armii Czerwonej na obszar Górnego Śląska pojawiły się początkiem 1944 roku. Jednak dopiero pogorszenie położenia politycznego i militarnego Trzeciej Rzeszy latem 1944 roku, będące wynikiem zwycięskich operacji wojennych armii sowieckiej na wschodzie i wojsk anglo-amerykańskich na zachodzie, postawiło niemieckie kierownictwo partyjne, państwowe i wojskowe w obliczu konieczności powzięcia zasadniczych decyzji, co do sposobu dalszego prowadzenia wojny. Z uwagi na to, iż Niemcy od 6 czerwca 1944 roku prowadzili wojnę na dwa fronty, niemiecki Sztab Generalny zmuszony był do zajęcia określonego stanowiska w sprawie organizacji obrony granic Trzeciej Rzeszy. Mimo, iż w 1944 roku można już było dostrzec swoisty i groźny „wyścig do Berlina”, ze wschodu wojsk sowieckich, a aliantów z zachodu i po części z południa, dowództwo niemieckie nie zamierzało kapitulować.
Punktem wyjścia do wszelkich spekulacji hitlerowskiego kierownictwa, związanych z oddaleniem klęski, była nadzieja na utrzymanie pozycji na wschodzie i zapobieżenie wtargnięcia wojsk alianckich w głąb Trzeciej Rzeszy od zachodu. Jednocześnie zamierzano maksymalnie przedłużać wojnę w nadziei na rozdźwięki wśród uczestników antyhitlerowskiej koalicji. Mając na uwadze sytuację polityczną, można powiedzieć, że była to wówczas tylko koncepcja, niemożliwa do zrealizowania.
W grudniu 1944 roku Adolf Hitler mówił o tym do zebranych generałów: „Ten, kto uważnie śledzi rozwijające się wydarzenia, nie może nie wiedzieć, że przeciwieństwa między naszymi wrogami rosną z każdą godziną. Jeśli teraz potrafimy im zadać kilka silnych uderzeń, to w każdej chwili można oczekiwać, że ten rozreklamowany wspólny front – rozpadnie się”. Jednocześnie niemieccy wojskowi wyrażali nadzieję, że: „póki na wschodzie nie zostały jeszcze przerwane ostatnie rubieże obronne, jest nadzieja znalezienia jakieś płaszczyzny porozumienia z państwami zachodnimi”.
Śląsk Cieszyński położony na przedpolu Karwińsko-Ostrawskiego Zagłębia Przemysłowego stanowił dla Trzeciej Rzeszy obszar bardzo ważny pod względem strategicznym. Po utracie przez Trzecią Rzeszę zasobów ropy naftowej w Rumunii, zasobów żywnościowych w Bułgarii i Jugosławii, przemysłu zbrojeniowego we Francji i Belgii, zagłębie to stało się jednym z ostatnich ośrodków przemysłu ciężkiego w dogorywającym hitlerowskim państwie. Nie bez racji było stwierdzenie dowódcy Armijnej Grupy „Heinrici” gen. Gottharda Heinrici, że sowieckie wojska stojące na przedpolu Śląska Cieszyńskiego to jak: „pistolet wymierzony w serce Niemiec”. Rejon ten bowiem, obejmujący gęsto zaludnione północne rejony Moraw i Czech, był w pewnym stopniu przedłużeniem Górnośląskiego Zagłębia Przemysłowego i stanowił w styczniu 1945 roku około 40% niemieckiego przemysłu zbrojeniowego. Na terenie tego zagłębia znajdowało się wiele dużych zakładów przemysłu metalurgicznego, maszynowego, górniczego i chemicznego. Między innymi w okolicach Ostrawy i Karwiny istniało sporo kopalń, a w mieście Bogumin rafinerie ropy naftowej, zakłady chemiczne i metalurgiczne oraz fabryki kabli. W Cieszynie znajdowały się zakłady chemiczne i gazownie, a w Ołomuńcu wytwórnie prochu.
Zbliżanie się wojsk sowieckich do granic Śląska wymusiło przyśpieszenie prac obronnych na wschodzie. Ogólne dyrektywy dla przygotowania obrony terytorium m.in. Śląska Cieszyńskiego zostały sformułowane w dwóch dekretach Adolfa Hitlera z lipca 1944 roku. Przekazywały one dowódcą wojskowym pełnię władzy na obszarach operacyjnych Trzeciej Rzeszy. Przy czym zostali oni zobowiązani do ścisłej współpracy z komisarzami obrony Rzeszy (gauleiterami NSDAP), odpowiedzialnymi za sektor cywilny. Rozkaz szefa Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu (Oberkommando der Wehrmacht, dalej OKW) feldmarszałka Wilhelma Keitla z 19 lipca 1944 roku doprecyzował podział i zadania dotyczące obrony Trzeciej Rzeszy. Zakładano konieczność zgodnego współdziałania dowództwa armii, NSDAP i resortowych władz centralnych.
Warto wspomnieć, że po nieudanym zamachu na Adolfa Hitlera nastąpiły zmiany w układzie kompetencji polegające na tym, że zwiększono w omawianej dziedzinie uprawnienia partii i policji z uszczerbkiem dla sił zbrojnych. Komisarzem do spraw obrony (Reichsverteidigungskommissar) mianowano Fritza Brachta. W rzeczywistości jednak, jego nagła choroba, wykluczyła go niemal do końca 1944 roku z prac nad przygotowaniami do obrony prowincji. Jego funkcje przejął Otto Müller-Haccius, który współpracował w tym zakresie ze Springorumem.
Zasadniczej zmianie uległa koncepcja budowy linii obrony. O ile dotychczas stosowano umocnienia obronne bezpośrednio w strefie frontu, o tyle w nowej strategii obrony przewidziano system fortyfikacji zbudowanych na wielokilometrowej głębokości frontu. Całością obrony na szczeblu centralnym kierować miał przewodniczący Rady Ministrów do spraw obrony Rzeszy marszałek Herman Göring. Całością prac budowlanych pozycji obronnych Śląska Cieszyńskiego kierował generalleutnant – komendant robót – Fritz Benicke z siedzibą w Katowicach, będący szefem Sztabu Saperów Fortyfikacyjnych na Górny Śląsk (początkowo także na Dolny), który podlegał bezpośrednio gen. płk Adolfowi Strausowi ze sztabu we Frankfurcie, kierującemu całością prac na froncie wschodnim.
Po względnym ustabilizowaniu sytuacji na frontach przystąpiono do przygotowań mających na celu zepchnięcie aliantów z zachodniej Europy, a na Wschodzie do rozbudowania silnej obrony, mającej na celu zatrzymać sowieckie natarcie. Zamierzano utworzyć ciągłą strategiczną strefę obronną w postaci tak zwanego Wału Wschodniego (Ostwall), biegnącego od Prus Wschodnich, przez cały obszar przedwojennej Polski i dalej na południe, choć już słabsze, aż w okolice Morza Adriatyckiego. Na terenie Polski istotne znaczenie miała linia obrony nad Wisłą. Jednak Naczelne Dowództwo Wojsk Lądowych – Oberkommando des Heeres (dalej OKH) szczególną wagę przywiązywała do pasa umocnień „b”, składającego się z odcinka „b1” i „b2”. Pas umocnień obronnych mający powstać na przedpolach Śląska stanowić miał rozległy system umocnień biegnących od Wielunia na wschód, następnie od Krzepic, Baronowa, Woźnik, Ząbkowic, Dąbrowy Górniczej, Jaworzna, Chrzanowa, Oświęcimia, Kęt aż do Milówki. Fortyfikacje miały nie tylko stanowić oporę dla wycofujących się na kolejną rubież wojsk liniowych, ale powstrzymać natarcie i wykrwawić nacierające wojska sowieckie. Miało to zapewnić pozyskanie dodatkowego czasu, niezbędnego na przegrupowanie nowych sił i środków celem wykonania skutecznego przeciwnatarcia.
Zakres budowy systemu obrony na wschodzie był ogromny i pewnym sensie wszechstronny. Zakładano maksymalne wykorzystanie ludności cywilnej. Wydano nadzwyczajne dyspozycje pozwalające mobilizować ludność cywilną do prac umocnieniowych. Obrazują to dane liczbowe o charakterze ogólnym. Na przykład już w sierpniu 1944 roku przy budowie pozycji „b1” zmobilizowano około 110 tys. ludzi. W dniu 18 stycznia 1945 roku do rozbudowy pozycji „b1” i „b2” zaangażowano 10 tysięcy osób. Wiadomo zaś, że w kolejnych dniach zaplanowano zwiększyć liczbę robotników do 40 tysięcy. Przewidywano także zatrudnienie uciekinierów z terenów wschodnich i przedstawicieli administracji cywilnej. Już od sierpnia 1944 roku Organizacja Todta („Organization Todt”) rozpoczęła pracę nad umocnieniami wojskowymi, umożliwiającymi długotrwałą obronę. Istotnym elementem procesu budowy umocnień obronnych była praca ludności cywilnej. Mieszkańcy otrzymywali pisemne nakazy, które wskazywały, gdzie, kiedy, o której godzinie, należy się wstawić do obowiązkowych prac fortyfikacyjnych. Przeważnie nakazano wstawić się w miejscu ściśle określonej zbiórki, skąd przygotowanymi środkami transportu przewożono robotników i robotnice na konkretne odcinki zaplanowanych prac fortyfikacyjnych. Czynności te bardzo często nadzorowali członkowie NSDAP. Mieszkańców Śląska Cieszyńskiego zatrudniano każdego dnia tygodnia (w tym w soboty, niedzielę i święta) najczęściej w godzinach wieczornych, po pracy. Przy czym harmonogram tygodniowego okresu prac był zróżnicowany, uzależniony od danej ekipy i miejsca prac, systemem akordowym lub godzinnym. Trzeba zwrócić uwagę, że realizacja nakazów była bardzo dotkliwa. Robotnicy pracowali w surowych warunkach, byli brudni i głodni. Prace wykonywane w okresie zimowym dodatkowo utrudniały mrozy i padający śnieg. Już latem 1944 roku wyjechało z Cieszyna specjalnie przygotowanym pociągiem około 2 tys. mężczyzn, wśród których połowę stanowili Polacy (m.in. Franciszek Halski z Cieszyna), reszta zaś rekrutowała się z Niemców, przeważnie partyjnych. Zachowały się informacje o wezwaniach mieszkańców poszczególnych miejscowości do prac umocnieniowych. Na przykład mieszkańców Bronowa i Zabrzega wysyłano na roboty umocnień obronnych w rejonie Czechowic i rzeki Białej, zaś z pobliskiej Ligoty przewożono w okolice Oświęcimia, Bestwiny i Kaniowa. Co ciekawe, niektórych mieszkańców Dziedzic wysyłano do prac budowlanych wokół umocnień linii fortyfikacji „b1” w rejonie Wadowic.
W ostatnich dniach stycznia opór wojsk niemieckich poważnie wzrósł, co spowodowane było nie tylko tym, iż w rejon zagrożonych odcinków frontu przerzucano kolejne jednostki, ale też tym, iż pojawiły się liczne jednostki uchodzące „pszczyńskim korytarzem” z niedomkniętego „kotła górnośląskiego”. Gen. Koniew nie zdołał skutecznie otoczyć i zniszczyć 17 Armii broniącej „Twierdzy Górny Śląsk” (Festung Oberschlesien). Kolumny wojskowe, które uniknęły „kleszczy Koniewa” kierowały się przeważnie na Pszczynę i Bielsko, ale też na Rybnik i Racibórz. Wykorzystywano przede wszystkim kolej, która jeszcze w tym okresie w miarę sprawnie funkcjonowała. W końcowych dniach stycznia w pasie działania 38 Armii Ogólnowojskowej pojawiła się niemiecka 20 Dywizja Pancerna pułkownika (od 30 stycznia generała majora) Hermanna von Oppeln-Bronikowskiego. Warto wspomnieć, że jednostka ta była przetransportowana z Węgier z Grupy Armii „Południe” na Górny Śląsk. W dniu 19 stycznia 1945 roku pierwsze transporty tej dywizji dotarły do Katowic. W trakcie docierania kolejnych oddziałów dywizja została od razu, niejako z marszu, wprowadzona do walki. Tymczasem już pod koniec stycznia z powodu zmiany sytuacji frontowej zaczęto ponownie przerzucać dywizję z rejonu Gliwic w kierunku pogranicza Górnego i Cieszyńskiego, gdzie zagęściła niemieckie ugrupowanie bojowe na tym terenie. Jej sztab przez jakiś czas mieścił się w Żorach. Wraz z 97 Dywizją Strzelców tworzyła Grupę Bojową „Pappenheim” (20 brygada zmotoryzowana – cztery bataliony, 59 i 112 Regiment, 20 batalion motocyklowy, 21 regiment czołgów oraz regiment artylerii). Pod koniec stycznia 1945 roku w pasie natarcia 38 Armii Ogólnowojskowej znalazła się ponadto 16 Dywizja Pancerna (rejon Żor). Ponadto w rejon na północ od Strumienia z Grupy Armii „Południe” przetransportowano 8 Dywizję Pancerną generała Haxa ze sztabem w Rybniku, która wzmocniła obronę na tym terenie. Warto wspomnieć, że poszczególne jednostki przerzucano z południa przeważnie przez Śląsk Cieszyński. Z tego względu niejednokrotnie było one wykazywane w meldunkach operacyjnych, głównie sowieckich, ale i też niemieckich. Na przykład przez w rejonie Strumienia odnotowano 2 pułk pancerny (Panzer – Regiment 2) 16 Dywizji Pancernej.
Pod koniec stycznia impet natarcia wojsk sowieckich wyraźnie zmalał. Można powiedzieć, że upadek Festung Oberschlesien i ucieczka z tego terenu niemieckich jednostek przyczyniło się do zatrzymania sowieckiego natarcia na Śląsk Cieszyński. 4 Front Ukraiński był zbyt słaby, aby pokonać niemieckie wojska zagradzające dostępu do tego terenu. Na przykład – 29 stycznia 1945 roku wojska 38 armii niewiele posunęły się do przodu, wyzwalając zaledwie 22 miejscowości. Wprawdzie w tym samym dniu 140 i 183 Dywizja Strzelców oraz 70 Dywizja Strzelców Gwardii sforsowały Wisłę i Białą, ale nie zdołały poszerzyć przyczółków z powodu licznych niemieckich kontrataków oraz dobrze i zawczasu przygotowanej obrony niemieckiej w ramach, przynajmniej w części, systemu linii obrony „b2 Stellung”. Wojska sowieckie przekroczyły jedynie tor kolei Dziedzice – Kraków.

