Drogomyśl
Stadnina koni w Drogomyślu (1922-1945)
Ważne miejsce w życiu gospodarczym Śląska, Drogomyśla, po części także okolicznych wiosek, zajmowało Państwowe Stado Ogierów (dalej: PSO). Większość koni pochodziła z dawnego austriackiego stada w Olchowcach, założonego w 1827 roku. W czasie I wojny światowej stado znajdowało się w Enns, a w 1918 roku zostało przeniesione do Krakowa. Stadem kierował major rezerwy Tadeusz Piórkowski. Tuż po odzyskaniu niepodległości, z powodu trudności w dostarczeniu paszy dla ogierów i braku odpowiednich pomieszczeń, Zarząd Stadnin Państwowych w Warszawie rozpoczął poszukiwania odpowiedniego obiektu dla stada koni w Krakowie. Ostatecznie zdecydowano zorganizować stadninę w Drogomyślu. W 1922 roku dawny folwark Kaliszów (zamek), należący później do Komory Cieszyńskiej, wyremontowano i przekazano wojsku z przeznaczeniem na PSO (czasem zwany Państwowym Zakładem Chowu Koni). Początkowo drogomyska stadnina przynależała do stadniny w Krakowie. Stadniną nadal kierował major rezerwy Tadeusz Piórkowski. Stado swoimi kompetencjami obejmowało Górny Śląsk, okręg Kraków i zachodnią część okręgu Lwów. Majątek stadniny liczył 250 ha powierzchni, z tego 50% stanowiły łąki.
Liczba ogierów w poszczególnych latach była zróżnicowana. Pod koniec lat dwudziestych stadnina liczyła 200 ogierów (w 1927 r. – 163 ogiery). W 1928 roku w skład stada wchodziło: 23 konie pełnej krwi angielskiej, 93 – pół krwi angielskiej, 1 – czystej krwi arabskiej, 9 – lipicanerów, 2 – hucuły, 4 – anglo normandy, 6 – Oldenburgów, 6 – norfolbretonów i innych. Celem hodowli była, poza potrzebą pokrycia własnego zapotrzebowania w rolnictwie, produkcja koni dla Wojska Polskiego. Władze wojskowe ustawicznie zgłaszały zapotrzebowanie na młode konie, w zamian obiecując korzystne możliwości zbycia tak zwanych „podjezdków”. Paszy dla koni dostarczały gospodarstwa działające w byłych folwarkach w Drogomyślu i Pruchnej.
Konie w stadninie rozmieszczone były na poszczególnych stanowiskach. Przy każdym znajdowała się tabliczka z najważniejszymi informacjami o danym koniu: nazwa, rasa, rok urodzenia, nazwa ojca i matki, wysokość (mierzona w kłębie), obwód nadpęcia (nad stawem pęcinowym). Karol Jerominek uczeń Wyższej Szkoły Rolniczej w Tarnowskich Górach, po wizycie w drogomyskim stadzie w 1927 roku stwierdził: „Widok ogierów był różny. Znajdował się pomiędzy nimi 23-letni anglik pełnej krwi, jako najstarszy z całego stada, lecz pomimo wieku jeszcze dobry reproduktor. Stajnie przedstawiają wspaniały widok. Wszędzie wzorowy porządek i czystość”. W latach trzydziestych stado nadal liczyło około 200 ogierów, w większości tak zwane angloaraby, choć były też pełnej – i półkrwi araby, angliki, konie rasy węgierskiej i niemieckiej. W drugiej połowie lat trzydziestych liczba ogierów zmalała – przed wybuchem wojny stado liczyło 162 ogiery.

Widok na stadninę. Ze zbiorów Jerzego Mleczki.
W okresie od stycznia do lipca każdego roku ogiery, przeważnie wraz z masztalerzami, wywożono transportem kolejowym (często spod dworca kolejowego w Chybiu) do stacji kopulacyjnych na terenie województwa śląskiego, w powiecie bielskim, cieszyńskim, lublinieckim, pszczyńskim i rybnickim, gdzie przebywały kilka miesięcy kryjąc klacze. Zachowały się nazwy niektórych ogierów kopulacyjnych z 1925 roku: „Schagya”, „Nachtschein”, „Arsenik”, „Eksport” oraz z 1930 roku: „Jarnicoton”, „Gidran”, „Przedświt” i „Furioso”. Konie były też przedmiotem transakcji handlowych. Na przykład w dniu 6 sierpnia 1931 roku na terenie stadniny odbyła się licytacja 20 ogierów rasy półkrwi angielskiej, anglo – normadzkiej i norfolk – bretońskiej.

Fotografia z życia stadniny. Ze zbiorów Jerzego Mleczki.
Po śmierci Tadeusza Piórkowskiego w dniu 22 lutego 1928 roku na polecenie Ministerstwa Rolnictwa, tymczasowym kierownikiem stadniny został inż. Jan Pszczółkowski. Pełnił funkcję zaledwie kilka miesięcy, gdyż jeszcze w tym samym roku kierownikiem (zwanym czasem w źródłach dyrektorem) został major rezerwy Kajetan Kajetanowicz. Warto podać więcej szczegółów z życia tej wybitnej osoby. Urodził się 2 sierpnia 1886 roku w Radowicach (Radowce). Był trzecim dzieckiem Rafała i Antoniny. Jego ojciec pochodził ze starego ormiańskiego rodu szlacheckiego Ivanic. Kajetan był absolwentem Wydziału Rolniczego w Czerniowcach. W czasie I wojny światowej był porucznikiem w armii austro – węgierskiej, a w odrodzonej Polsce oficerem marynarki w stopniu kapitana. Przez jakiś czas zarządzał stadniną w Łącku. W drugiej połowie lat dwudziestych zamieszkał z żoną w Ochabach w dworku zwanym potocznie „zameczkiem”, należącym w czasach austriackich do kameralnego folwarku o nazwie „Spalenisko”. Można wspomnieć, że jego żona to Matylda von Hoefberger (Hofberg), pochodząca z Wiednia, nazywana w rodzinie „Tidi”. Źródła wspominają, że była niezwykle piękną i inteligentną kobietą. Niestety, w 1930 roku odebrała sobie życie strzałem z pistoletu.
Kajetan Kajetanowicz to postać wybijająca się ponad przeciętność, był aktywny w życiu społeczno-gospodarczym. Trzeba pamiętać, że wiele sił, czasu i swoistego talentu i pasji poświęcił hodowli koni. Był założycielem, a od 1929 roku prezesem Śląskiego Okręgu Związku Hodowców Koni. W jednej z zachowanych opinii na temat pełnionej przez Kajetana Kajetanowicza funkcji podano: „Niestrudzony w swej akcji hodowlanej, obecny Prezes Związku, przy wybitnej współpracy hodowlanego inspektora koni przy Śląskiej Izbie Rolniczej i kierownika Związku, wytrawnego znawcy koni, p. Ryszarda Cieszkowskiego, ujął w swe ręce całokształt tej pracy hodowlanej i prowadzi ją z bardzo pozytywnemi wynikami”.
Nie można pominąć, że Kajetan Kajetanowicz był prezesem miejscowego koła Macierzy Szkolnej Księstwa Cieszyńskiego. Był też komendantem straży pożarnej w Ochabach. Pod koniec lat trzydziestych w dowód uznania za wieloletnią pracę dla drogomyskiej społeczności otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Gminy Drogomyśl. Doceniono również jego zaangażowanie i pracę w zakresie hodowli koni na Śląsku, za co w 1939 roku otrzymał „Złoty Krzyż Zasługi”. W okresie międzywojennym był członkiem Archidiecezjalnego Związku Ormian, który miał siedzibę we Lwowie.
Zachowane źródła wskazują, że niemal każdego roku odbywały się pokazy koni w Drogomyślu lub pobliskich Ochabach. Jeden z nich odbył się w Ochabach w lipcu 1932 roku. Przyprowadzono ponad 130 koni remontowych, ponad trzydzieści klaczy ze źrebiętami oraz ponad 40 rocznych i dwuletnich koni. Konie nie remontowe dostarczono z różnych miejscowości województwa śląskiego. Pokaz otworzył okolicznościowym przemówieniem Kajetan Kajetanowicz – prezes Śląskiego Związku Hodowców Koni i kierownik Stada Ogierów w Drogomyślu. Jeśli chodzi o konie pochodzące od wielkich właścicieli, to I miejsce przypadło dla koni Majchrzakowskiego ze Stanowic i Niewiarowskiego z Solca. II nagrodę otrzymały konie niejakiego Krebsa z Hadry, księcia pszczyńskiego z Pszczyny i Moczulskiego z Rzuchowa, zaś III nagrodę otrzymał koń dyrektora Rowińskiego z Knurowa, a IV nagrodę przyznano dla koni niejakiego Nosala z Syryni i inż. Sikory z Pstrążnej.
Zastępcą Kajetana Kajetanowicza był niejaki Dubicki – „elegancki pan w muszce z laseczką”, a sekretarzem kancelarii Fryderyk Ganss. W stadninie pracowali mężczyźni odbywający służbę wojskową, nosili szare mundury. Zatrudnionych było około 60 masztalerzy (osoba zajmująca się końmi w stadninie), z których większość „była wcześniej kawalerzystami w Wojsku Polskim”. Zachowały się nazwiska tylko niektórych (Józef Gawłowski, Dominik Wysłych, Jan Dziura, Władysław Tarkowski i Wincenty Król). Rodziny masztalerzy były zakwaterowane w pomieszczeniach nad pierwszą stajnią oraz w budynkach o potocznych nazwach: „Hotel”, „Stodoła”, „Młyn”. Nieliczne rodziny mieszkały poza stadniną. W 1925 roku – jak informowała prasa – dwaj masztalerze Paweł Misztal i Stanisław Konyfał zatruli się alkoholem. Wskutek czego zmarł Misztal, zaś Konyfała zdołano uratować.
Mocno zapadł w pamięci pracowników stada, jak i okolicznym mieszkańców, dzień 3 października 1928 roku, gdyż wtedy, podczas dorocznego zjazdu kierownictwa instytucji hodowlanych, odbyła się uroczystość poświęcenia tablicy pamiątkowej, wmurowanej w jeden z głównych budynków administracyjnych PSO. Na tablicy widniał napis: „Państwowe Stado Ogierów w Drogomyślu, założone w roku 1922, poświęcone dnia 3 października 1928 roku ku pożytkowi rolnictwa i armii Rzeczypospolitej Polskiej”. Na uroczystość przybyli jako reprezentanci Ministerstwa Rolnictwa; Naczelnik Wydziału Stadnin Państwowych Jan Grabowski i Radca Ministerialny Eugeniusz Orłowski, a jako delegat Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego inspektor Weterynarii nieznany z imienia Wójcicki. Przyjechali także kierownicy wszystkich państwowych stadnin z całej Polski i wybitni hodowcy koni z różnych rejonów Polski. Miejscowe duchowieństwo reprezentowali ks. kanonik Ferdynand Schuberta z Pruchnej, ks. proboszcz Wiktor Kubaczka z Ochab i ks. pastor Jan Morcinek z Drogomyśla. Śląską Izbę Rolniczą reprezentowali: dyrektor Stefan Panieński i T. A. Rysiakiewicz, naczelnik Wydziału Hodowli zwierząt i redaktor „Rolnika Śląskiego”. Miały miejsce liczne przemówienia, raport masztalerzy i przegląd stadniny. W południe podano śniadanie, podczas którego miała miejsce wymiana zdań na temat hodowli koni. Następnie zebrani udali się na ujeżdżalnię, gdzie odbyły się popisy konne, w tym także w zaprzęgach. Wieczorem w domu Kajetanowiczów podano uroczysty obiad, podczas którego wzniesiono szereg toastów za pomyślność pracy nad hodowlą koni.
Trzeba wspomnieć, że od 1929 roku w stadninie organizowano kursy w ramach Szkoły Podkuwaczy Koni Śląskiej Izby Rolniczej. Pierwszy kurs odbył się w okresie od 15 stycznia do 15 marca. Istnieją przesłanki pozwalające sądzić, że jego uczestnikami byli nie tylko mieszkańcy Drogomyśla i okolicznych wiosek, ale także innych miejscowości na Śląsku. Do prowadzenia kursów Śląska Izba Rolnicza powołała kierownika administracyjnego, którym za zgodą Ministerstwa Rolnictwa i Dóbr Państwowych mógł być każdorazowy kierownik Państwowego Stada Ogierów. Statutowym celem szkoły było „dawanie czeladnikom, ewentualnie i uczniom kowalskim możność nabycia gruntownych wiadomości i wprawy w podkuwaniu koni oraz w racjonalnym i prawidłowym utrzymywaniu kopyt, postaw i chodów koni”. Kurs podkuwacza trwał 2 miesiące. Przez ten czas kursant codziennie uczęszczał na praktyczną naukę zawodu, przy czym co najmniej raz w tygodniu pobierał naukę teoretyczną. Egzamin odbywał się przed komisją w składzie: delegat Śląskiej Izby Rolniczej w Katowicach, instruktor techniczny oraz nauczyciel, który nauczał w szkole podkuwaczy.

Pamiątkowa fotografia wykonana 3 października 1928 roku podczas dorocznego zjazdu kierownictwa instytucji hodowlanych:
Źródło: Państwowe Stado Ogierów
w Drogomyślu, „Jeździec i Hodowca” nr 40 z 3.10.1928 r.
Wiadomo też, że w październiku 1938 roku drogomyskie konie służyły niektórym oddziałom Wojska Polskiego wkraczającym na Zaolzie. Właściwie już od wiosny 1939 roku organizowano akcje zbierania pieniędzy na obronę Śląska Cieszyńskiego przed ewentualnym niemieckim atakiem. W terenie intensywnie pracowały też komisje poboru koni i pojazdów. Sporą ofiarność wykazał Kajetan Kajetanowicz, który do Komitetu Wojewódzkiego Funduszu Obrony Narodowej przekazał dwie ślubne obrączki oraz srebrną tacę, kubek, dzbanek i podstawkę. Najprawdopodobniej 28 sierpnia 1939 roku Stado Ogierów w Drogomyślu ewakuowano na wschód. Z pobliskich folwarków ściągnięto drabiniaste wozy z zaprzęgiem i woźnicami, które wykorzystano do ewakuacji. Dyrekcja stadniny wypłaciła rodzinom trzymiesięczną pensję. Masztalerze wraz z rodzinami, ogierami i cenniejszym majątkiem kierowali się do jednej ze stadnin w Rumunii. Całą kolumnę podzielono na dwie części, jedna kierowała się na Wołyń, a druga przez Kowel na Białoruś. Niektóre rodziny dotarły aż za Włodzimierz.
Zmiany w funkcjonowaniu stadniny nastąpiły w okresie okupacji hitlerowskiej. Po odwołaniu Kajetana Kajetanowicza z funkcji kierownika, drogomyskie stado ogierów przejęli Niemcy. Początkowo zarządzał nim w ramach administracji cywilnej niejaki Leutmetzer, wkrótce jednak kierownictwo stada powierzono mjr dr. Heinzowi von Brandtsowi (urodził się w 1899 r. w Wuppertal), doświadczonemu znawcy koni, który zamieszkał w Ochabach w przysiółku Spalenisko (dawny dwór Calischów) w dworku Kajetanowicza, wraz z żoną i dziećmi: Beatą, Friedlem, Hubertusem, a później Krystyną i Heidi. Pierwszą jego poważną czynnością było sprowadzenie do stadniny ogierów, które ewakuowano końcem sierpnia i początkiem września 1939 roku. Dzięki intensywnym zabiegom nowego zarządcy, ale i też pomocy Kajetana Kajetanowicza, do stadniny zaczęli wracać kolejni masztalerze oraz ogiery. Do dnia 15 października tego roku zdołało do Drogomyśla powrócić tylko 29 masztalerzy z 27 ogierami. W dniu 17 listopada 1939 roku do dworca kolejowego w Chybiu dotarł transport ze 120 odzyskanymi ogierami.

Mjr dr Heinz von Brandts. Ze zbiorów Jerzego Mleczki.
W pierwszych tygodniach swoich rządów mjr Heinz von Brandts kierował stadem nieoficjalnie, stąd istniały liczne spory kompetencyjne z nadal urzędującym Leutmetzerem, reprezentującym władzę cywilną. Dopiero początkiem grudnia 1939 roku mjr Heinz von Brandts, reprezentujący Wehrmacht, przejął oficjalnie od administracji cywilnej kierownictwo stada, które następnie przemianowano na Herres – Landgestüt Draschendorf. Stado liczyło wówczas 162 ogiery. Nowemu komendantowi pomagał w zarządzaniu jego zastępca, Karl Decke, wachmistrz sztabowy, z zawodu urzędnik pocztowy. Brandtsowi przydzielono także w celu ochrony sztab wojskowy, składający się z rachmistrza (zarządzającego gospodarstwem), dwóch podoficerów i 18 innych osób. Zaszczytne funkcje koniuszych pełnili: Kujawski i Woźniak, a osobistego woźnicy komendanta – Franciszek Mleczko. Masztalerzami w tym okresie zostali między innymi Alfred Wysłych i Józef Gawlik. Każdy z dorosłych masztalerzy był odpowiedzialny za trzy ogiery, zaś stajenni mieli pod opieką po dwa hucuły. Praca trwała od 6 rano do godziny 18 z przerwą od 12 do 14. Pracowano od poniedziałku do soboty, niedziela była dniem wolnym. Każdy dzień rozpoczynał się od karmienia i pojenia koni. Między godziną 7 a 7.30 wszyscy zmierzali do domu na śniadanie, a stajenni do kantyny. W dni robocze, w godzinach przedpołudniowych czyszczono i porządkowano stajnię oraz zajmowano się podkuwaniem, ujeżdżaniem i powożeniem. Po południu podejmowano prace mające na celu poprawienie stanu budynków, pojazdów, uprzęży. Sprawdzano też zapasy paszy. Dzień kończył się karmieniem i pojeniem koni. Do każdej ze stajni (od I do III) przydzielano na noc dwóch strażników, którzy następnie mieli 24 godziny wolnego. Nowy zarządca był przychylny miejscowym Polakom, a masztalerze w okresie okupacji lepiej zarabiali niż przed wojną. Na przypomnienie zasługuje fakt, że Heinz von Brandts „wyciągnął” (3 lipca 1944 r.) z obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu mjr. Kajetana Kajetanowicza, przedwojennego dyrektora stadniny, a także najprawdopodobniej Franciszka Kędziora, masztalerza. Istnieją przesłanki pozwalające sądzić, że pomógł wielu innym aresztowanym. Był dobrym gospodarzem stadniny, budował nowe obiekty, remontował stare mieszkania masztalerzy, przebudował tak zwaną „jurszówkę”. Jego zasługą było ciągłe uzupełnianie stada o różnej rasy ogiery. Sprowadził sporo „Holsztynów”, „Hannowerów” i „Oldenburgów”. Jak wspomina Alfred Wysłych: „W stajni panowała przyjemna atmosfera. Wszyscy bez wyjątku byli solidarni i zdyscyplinowani. Jeszcze teraz widzę ich sylwetki na tle swoich ulubionych koni. Byliśmy dumni, że się nimi opiekujemy. W stajniach panował ład i porządek, idealna czystość w boksach i na stanowiskach, w których przebywały ogiery. Korytarze w stajniach, oprócz ubitej gliny systematycznie wysypywane były czarnym torfem, co nadawało ogólny blask”.

Stadnina koni. Ze zbiorów Jerzego Mleczki.
Z inicjatywy komendanta w ramach stadniny zajmowano się nie tylko hodowlą ogierów, ale zaczęto również organizować regularne treningi w jeździectwie i powożeniu. Co jakiś czas odbywały się polowania oraz uroczyste pokazy i parady ogierów, na które przyjeżdżali wysocy rangą działacze Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników (NSDAP), Sturmabteilung (SA) oraz oficerowie Wehrmachtu. W ramach stadniny założono hodowlę psów myśliwskich, które służyły do tropienia, osaczania i napędzania zwierzyny w trakcie licznych polowań. Można powiedzieć, że komendant prowadził ożywione życie towarzyskie. Rodzina Brandtsa przyjaźniła się z rodziną Klausa Hegenscheidta z Ornontowic i barona von Reitzensteina z Pawłowic. Jak wspomina Alfred Wysłych komendant bardzo często „wydawał huczne przyjęcia dla świty generalskiej i osób im towarzyszącym z damami na czele”. Według informacji córki Beaty von Helmont komendant Brandts był powiązany ze spiskowcami płk. Clausa von Stauffenberga, przygotowującymi zamach na Adolfa Hitlera w Kętrzynie w lipcu 1944 roku. W Drogomyślu przynajmniej dwa razy pojawił się generał Hans Oster, pracownik Abwehry, członek tajnej organizacji antyhitlerowskiej „Schwarze Kappele” (w 1944 r., po nieudanym zamachu na Hitlera aresztowany i stracony).


Podczas polowania. Ze zbiorów Jerzego Mleczki.
Najprawdopodobniej w 1942 roku do stada ogierów w Drogomyślu dołączyło 12 jeńców wojennych. Byli to Rosjanie skoszarowani w ochabskim obozie. Zajmowali się rozbudową i modernizacją stadniny. W obrębie stada poruszali się bez wachmana, nosili czyste, „porządne” mundury jenieckie. Komendant traktował ich na równi z innymi pracownikami. Jak wspomina Alfred Wysłych – „Nigdy nie dopuszczał, aby ktokolwiek z wartowników niemieckich lub ktoś inny urągał im obelżywymi wyzwiskami”.
Komendant zyskiwał uznanie i zaufanie władz. Najpewniej z tego powodu powierzono mu nadzorowanie folwarku w Pruchnej, kierowanym przez inspektora Bannata. W 1940 roku komendant stadniny otrzymał polecenie nadzorowania majątku w Żywcu, dostał nawet propozycję przejęcia posiadłości, jednak zrezygnował.

Masztalerze. Ze zbiorów Jerzego Mleczki.
Jak wskazują zachowane dokumenty w lutym i lipcu 1942 roku Niemcy wysiedlili ze stadniny niektórych masztalerzy (wyjechali pociągiem). Jeśli wierzyć ustaleniom działaczy ZBoWiD, byli to: Węgrzyn, Krawczyk, Karolczyk, Woźniak, Serafin, Michał Podsiadło, Jan Dziura i Wincenty Król.
Można jeszcze przywołać losy Kajetana Kajetanowicza. Już w listopadzie 1939 roku został przez gestapo aresztowany. Przebywał najpierw w skoczowskim więzieniu, potem najprawdopodobniej w Bielsku, a następnie w Katowicach, skąd w czerwcu 1940 roku wraz z innymi więźniami został przewieziony transportem do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, gdzie dotarł 26 czerwca. Od niechybnej śmierci w komorze gazowej uratował go mjr Heinz Brandts, który wstawił się za nim u komendanta obozu Rudolfa Hössa. Dzięki tej interwencji najpierw został przeniesiony do prac związanych z końmi, a następnie został zwolniony z obozu z dniem 3 lipca 1944 roku. Choć mógł wrócić do pracy w drogomyskiej stadninie, to jednak w obawie przed ponownym aresztowaniem przebywał u siostry Pauliny i jej męża Jana Oleśko, który prowadził wtedy stadninę koni w Bogusławicach.
Już od września 1944 roku przeprowadzono w obrębie stadniny pod dowództwem komendanta kilkanaście treningów przygotowujących masztalerzy i konie do ewentualnej ewakuacji. W treningach organizowanych w godzinach wieczornych i nocnych uczestniczyli niemal wszyscy masztalerze z końmi pod siodłem, czy też zaprzęgi w parze lub czwórkach. W ramach treningów stale wzrastał odcinek symulowanej ewakuacji, od 15 do 120 kilometrów.
Gdy wojska sowieckie zbliżały się do granic Śląska Cieszyńskiego, w dniu 20 stycznia 1945 roku rozpoczęto ewakuację 120 ogierów z drogomyskiego stada. Ewakuował się nie tylko komendant, mjr Heinz Brandts z rodziną, ale także masztalerze, a wśród nich najmłodszy, zaledwie piętnastoletni Edward Tarkowski. Trasa prowadziła przez Cieszyn, Frydek – Mistek, Ołomuniec, Mohelnice, Šumperk. W trakcie marszruty w Ołomuńcu, w lutym 1945 roku, zmarła żona komendanta, Lony Brandts. Ewakuacja odbyła się w dwóch rzutach. Jeden transport poszedł w kierunku Drezna przez Opawę. Ta kolumna nie dotarła jednak do miejsca przeznaczenia, gdyż została w okolicach Drezna zmasakrowana w trakcie amerykańskiego nalotu bombowego. Natomiast druga kolumna zatrzymała się w miejscowości Schauenburg. Tam konie rozlokowano w stajniach miejscowych koszar wojskowych. W pierwszych dniach maja 1945 roku mjr Brandts postanowił kontynuować marszrutę stada na zachód (rodzina została w Šumperku). Ostatnim etapem ewakuacji stada była miejscowość Mimoň (około 100 km od Pragi), tam ogiery zostały zrabowane przez czerwonoarmistów. Losy tej kolumny ewakuacyjnej nie są w pełni znane. Przede wszystkim niewyjaśnione pozostają okoliczności śmierci mjr. Brandtsa. Wiadomo, że przez jakiś czas przebywał w więzieniu w Pradze – Pankrác. W każdym razie stamtąd wysłał list do Kajetana Kajetanowicza z prośbą o pomoc. Niestety, list dotarł do adresata dopiero po kilku miesiącach. Istnieje zaledwie hipoteza, że został zastrzelony przez bliżej nieznanego Czecha na przełomie lipca i sierpnia 1945 roku.
