Chybie
Tuż po wojnie
Na podstawie artykułu 7 „Porozumienia” z 26 lipca 1944 roku między przewodniczącym PKWN Edwardem Osóbką – Morawskim a radzieckim komisarzem spraw zagranicznym Wiaczesławem Mołotowem najwyższa władza na wyzwolonym obszarze spoczywała w ręku dowództwa wojskowego. Z chwilą wkroczenia czerwonoarmistów rozegrały się dramaty wielu Polaków, najczęściej mających za sobą kilkuletnią, wymagającą największego oddania wojnę z niemieckim okupantem w szeregach Armii Krajowej. NKWD działało na podstawie rozkazu Berii nr 0016 z 11 stycznia 1945 roku, mówiącego o oczyszczeniu z wrogich elementów tyłów nacierającego frontu Armii Czerwonej. Kolejny rozkaz o numerze 0061 z 6 lutego 1945 roku nakazywał rozprawiać się z osobami podejrzanymi o dokonywanie aktów terroru i dywersji przez bezlitosną likwidację na miejscu przestępstwa. Funkcjonariusze NKWD mieli za zadanie aresztowanie członków organizacji nazistowskiej oraz osób uznanych za wrogów politycznych, w tym członków administracji cywilnej, działaczy partii politycznych i organizacji społecznych. Zadanie to nie było trudne, gdyż w marcu 1945 roku struktura organów NKWD w Polsce została oficjalnie „zalegalizowana”. Na tym terenie NKWD zorganizowało swoje placówki w budynkach urzędów gminnych i szkołach, zaś główny sztab mieścił się w strumieńskim ratuszu.
Z chwilą wyparcia hitlerowców NKWD zaczęło realizować wytyczne odnośnie operacji czekistowskich, polegające na szukaniu niemieckich szpiegów, osób podejrzanych o współpracę z okupantem hitlerowskim, dezerterów, a nade wszystko wychwytywaniu zwolenników Rządu Polskiego w Londynie i przeciwników nowej władzy. Koncentrowano się głównie na rozpoznawaniu środowisk i lokalizowaniu członków AK. Funkcjonariusze NKWD, zachowujący się z wyszukaną uprzejmością, chodzili od domu do domu i przesłuchiwali mieszkańców, prowadząc z nimi „luźną” rozmowę o polityce i sytuacji w kraju. Szukali w ten sposób między innymi przyszłych ewentualnych konfidentów, mających im pomóc w przechwytywaniu wrogiej konspiracji. „W naszym domu – jak wspomina Emilia Uchyła – przekopali wszystko. Szczegółowo analizowali rodzinne dokumenty i zdjęcia. Zaglądali do każdego kąta”. Jedną z metod walki z AK były represje w stosunku do rodzin akowców i ludności sympatyzującej i ją popierającą. Ta szeroko zakrojona akcja represyjna, trwająca niemal do końca 1945 roku, miała doprowadzić do likwidacji bazy społecznej polskiego ruchu niepodległościowego. Znane są tylko niektóre okoliczności i niepełne dane, dotyczące aresztowań miejscowej ludności polskiej. Jak wynika z zestawienia zawartego w tabeli nr I, tuż po wyzwoleniu niemal codzienne kogoś aresztowano. Pewnego dnia w zarzeckiej komendanturze zgromadzono około 30 mężczyzn, w tym m.in. Stefana Machalicę i Edwarda Heroka. Cały dzień byli przesłuchiwani, a wieczorem wyprowadzono wszystkich na plac i w trzech rzędach poprowadzono w stronę Wisły Wielkiej aż do Łąki, gdzie przenocowali w piwnicy. Rankiem pognano ich przez Pszczynę, Czechowice, Bielsko, a następnie Andrychów, Nowy Sącz aż do Sanoka. Stamtąd w bydlęcych wagonach wywieziono ich do Kujbyszewa, do obozu jenieckiego. W Zarzeczu NKWD aresztowało leśniczego Jerzego Martinka, ślad po nim zaginął. Z Mnicha z nieznanych powodów wywieziono na wschód Jana Pustelnik. Tuż po wyzwoleniu NKWD aresztowało właściciela majątku we Frelichowie, Gustawa Suchanka. Wywieziony został w głąb ZSRR. Jego żona Anna i córka Aleksandra musiały opuścić domostwo, gdyż zostało ono zajęte najpierw przez Armię Czerwoną, a później przejęte przez państwo polskie. Wiele osób było przesłuchiwanych m.in. w chybskiej szkole. Oficerowie kilkakrotnie wypytywali ks. Franciszka Porosza z Zarzecza z nadzieją, iż wyjawi osoby, które sprzyjały Niemcom w czasie okupacji. Nikogo nie zdradził i za to najpewniej został wysłany wraz z Kasperlikiem do wycinania drzew, a następnie wykładania nimi błotnistych dróg. W jednym z chybskich domów mieściła się siedziba enkawudzistów, gdzie przeprowadzano sądy, a następnie egzekucje.
W lutym 1945 roku NKWD aresztowało w Strumieniu kilkudziesięciu mieszkańców wraz z zarządem miejskim oraz kilku mieszkańców Chybia i Zarzecza. Wszystkich razem wywieziono najpierw na przesłuchanie do Bielska, do jednego z obozów przejściowych NKWD, a następnie do więzienia w Nowym Sączu, kilkanaście dni później znaleźli się na Syberii.
Wykaz osób przetrzymywanych przez NKWD.
Lp | Imię i nazwisko | Data zatrzymania | Obóz lub więzienie |
1 | Rudolf Sobala | 13.2.1945 r. | brak danych |
2 | Emil Lach | 14.2.1945 r. | brak danych |
3 | Franciszek Sosna | 14.2.1945 r. | brak danych |
4 | Rudolf Ochodek | 15.2.1945 r. | brak danych |
5 | Edward Rozner | 15.2.1945 r. | brak danych |
6 | Karol Pietrzyk | 16.2.1945 r. | brak danych |
7 | Karol Perlega | 16.2.1945 r. | brak danych |
8 | Ryszard Stana | 18.2.1945 r. | brak danych |
9 | Franciszek Wytrzens | 18.2.1945 r. | brak danych |
10 | Antoni Farana | 21.2.1945 r. | brak danych |
11 | Wilibald Skrond | 25.2.1945 r. | brak danych |
12 | Karol Ochodek | 27.2.1945 r. | brak danych |
13 | Franciszek Kanafek | 8.3.1945 r. | brak danych |
14 | Antoni Kocur | 17.3.1945 r. | brak danych |
15 | Alojzy Hanus | 18.3.1945 r. | brak danych |
16 | Franciszek Skrobol | 19.3.1945 r. | brak danych |
17 | Florian Farana | 20.3.1945 r. | Sosnowiec – więzienie karno-śledcze |
18 | Ignacy Haramus | 30.3.1945 r. | Kraków |
19 | Józef Ritter | 1.4.1945 r. | Dąbrowa Górnicza – kopalnia |
20 | Leon Kocur | 1.4.1945 r. | Oświęcim |
21 | Ludwik Piekarczyk | 17.4.1945 r. | Kraków |
22 | Emanuel Gołyszny | 7.5.1945 r. | Mysłowice |
23 | Karol Huplik | 26.6.1945 r. | brak danych |
24 | Gustaw Suchanek | luty – marzec 1945 r. | brak danych |
Źródło: APC, Akta gminy Chybie, sygn. 26.
Szabrownicza polityka pierwszych oddziałów Armii Czerwonej, represje NKWD, a także pogłębiające się rozczarowanie i brak zaufania do nowej władzy budziło nie tylko stan niepewności, ale i dezorientację oraz zagubienie szerokich warstw społeczeństwa, które dalekie były od akceptacji rządów komunistycznych i porządku, jaki niosła Armia Czerwona. Społeczeństwo z ulgą przyjęło koniec okupacji niemieckiej, jednak z lękiem oczekiwało, co przyniesie przyszłość.
Pogłębiające się rozczarowanie do rządu na uchodźstwie, jak też do zachodnich sojuszników powodowało, że jednak nadzieję wiązano z działalnością „wyzwolicieli” i nowej władzy. Nad wrogością i niechęcią do komunizmu, frustracją wywołaną poczynaniami frontowych żołnierzy i pierwszych oddziałów NKWD, górę jednak wzięła wola uczestnictwa w odbudowie kraju, uruchamianiu fabryk, zakładów pracy, szkół i życia polskiego. Nowa propaganda grała na uczuciach społeczeństwa, organizując akcje „integracyjne”, mogące mobilizować większość miejscowej ludności. Pierwsze dni po wypędzeniu hitlerowców były dla mieszkańców dniami pełnej gotowości do przywrócenia dawnego, normalnego życia. Niejednokrotnie chęć uporządkowania i zorganizowania na nowo „własnego świata” wzięła górę nad świadomością narodową i przynależnością państwową. Większość mieszkańców była szczęśliwa, że hitlerowców już nie ma i skończyło się najgorsze, czyli okupacja hitlerowska.
Już w trakcie działań frontowych, a zwłaszcza po wyparciu okupanta hitlerowskiego, jednym z poważniejszych problemów była kwestia narodowościowa, a w szczególności sprawa Volkslisty i „zdrajców narodu”.
W powiecie bielskim rozpoczęto akcję tzw. rehabilitacji, połączoną z wysiedleniem ludności niemieckiej, stosując obowiązujące w tym względzie wytyczne, kolejno: zarządzenie „W sprawie rejestracji osób narodowości niemieckiej” z 9 lutego 1945 roku, dekret z 28 lutego 1945 roku oraz zmieniająca te przepisy ustawa z 6 maja 1945 roku. Na podstawie obwieszczenia wojewody śląsko – dąbrowskiego z 3 lipca 1945 roku, osoby posiadające III i IV grupę Volkslisty uznani zostali za Polaków i uzyskali tymczasowe ważne 6 miesięcy tzw. zaświadczenie obywatelskie – pod warunkiem złożenia pisemnej deklaracji wierności narodowi i demokratycznemu państwu polskiemu. Wydanie takiego zaświadczenia mogło nastąpić tylko wtedy, gdy nie zgłoszono zarzutów, co do postawy narodowej danej osoby. Opinię wystawiał wójt gminy w oparciu o opinię radnych. Wyznaczono nawet specjalną komisję kwalifikacyjną w składzie: Karol Szweda, Władysław Szepak, Alojzy Kanafek, Paweł Szczypka, Franciszek Przemyk, Jan Szczypka i Ignacy Słonina. Dopuszczono także możliwość przyznania narodowości polskiej osobom posiadającym grupę II, ale tylko na drodze postępowania sądowego, którego celem było ustalenie, czy nie nastąpiło naruszenie wierności państwu polskiemu. Mając na uwadze decyzję radnych w sprawie poszczególnych „zdrajców narodu”, po dokonaniu analizy działalności tych osób w czasie okupacji hitlerowskiej, można sformułować wniosek, iż w niejednym przypadku radni podjęli niesprawiedliwą i nieuprawnioną decyzję. Przykładem jednym z wielu może być chociażby sprawa Wilibalda Skronda, którego dopiero pośmiertnie zrehabilitował Sąd Grodzki w Strumieniu. Na tym terenie nie było osób posiadających I grupę Volkslisty, zaś 31 osób z II grupą Volkslisty przyznało się do narodowości polskiej. W Chybiu i okolicy tylko 4 osoby (obecne) nie zostały zrehabilitowane. W lipcu 1945 roku jedna z osób z II grupą Volkslisty (niejaka A.G.) oraz jedna osoba z III grupą Volkslisty (niejaka E. W.) zgłosiły chęć wyjazdu do Niemiec. Według stanu z sierpnia 1945 roku posiadających II grupę Volkslisty było: w Chybiu – 23, Frelichowie – 1 i Zaborzu – 2 osoby.
W celu sprawnego wysiedlenia Niemców i „zdrajców narodu” wicestarosta bielski wyznaczył schemat organizacyjny, tworząc obóz „Strumień”, stanowiący punkt zborny dla okolicznych miejscowości. Osoby uznane za Niemców przewożono do jednego spośród 6 obozów przesiedleńczych w Bielsku, a następnie do Niemiec. Z uwagi na sporą liczbę mieszkań tzw. poniemieckich gmina Chybie wnioskowała nawet o ich zabezpieczenie przez wojsko polskie. Według danych z sierpnia 1946 roku zarządzono wywieźć 11 rodzin, z tego 5 rodzin ostatecznie zwolniła z wyjazdu międzypartyjna komisja wysiedleńcza w Bielsku. W świetle zachowanych dokumentów wynika, że wysiedlenia z omawianego terenu przeprowadzano w latach 1945-1949. Źródła milczą na temat wyjazdów z 1950 roku.
W pierwszych powojennych latach w szczególnie trudnej sytuacji znajdowali się wracający polscy żołnierze i oficerowie, będący nierzadko wojennymi bohaterami. Ustawicznie interesował się nimi Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego (dalej PUBP) w Bielsku. Jak wynika z treści pisma z dnia 19 lutego 1947 roku do Gminnej Rady Narodowej w Chybiu PUBP w Bielsku przejawiał zainteresowanie sześcioma mieszkańcami Chybia i okolic. Według zapytania z dnia 17 października tego roku, w kręgu zainteresowań tego urzędu było 24 mieszkańców, głównie żołnierzy walczących w czasie wojny przy boku aliantów w zachodniej Europie. Z wojennej tułaczki pełen obaw powrócił Antoni Budniok. Przez jakiś czas pracował jako nauczyciel w Zarzeczu (m.in. w ramach kursu uzupełniającego przy szkole nr 1). Niebawem został aresztowany przez „bezpiekę”. Niesłusznie oskarżono go o rzekomą współpracę z Narodowymi Siłami Zbrojnymi (dalej NSZ) i zdradę narodu. W czasie pobytu w areszcie bielskiej „bezpieki” był przesłuchiwany nieraz przez kilkanaście godzin na dobę, w różnych porach dnia i nocy, a przy tym bity i torturowany. Większość czasu przetrzymywano go w karcerze, tj. w ciemnej, zimnej i wilgotnej celi, pozbawionej łoża i przykrycia. Wszystko to miało go skruszyć i ostatecznie wymusić przyznanie się do zarzucanych mu czynów. Antoni Budniok nie podał żadnego nazwiska, skazano go aż na siedem lat więzienia, z czego trzy lata (1949-1952) spędził w więzieniu o zaostrzonym rygorze we Wronkach koło Poznania. W dniu 3 sierpnia 1952 roku został wypuszczony na wolność. Dopiero w 1956 roku został zrehabilitowany i otrzymał pracę w Państwowym Domu Wychowawczym w Jaworzu, dokąd wysiedlona została jego rodzina. Aresztowania mnożyły się, a scenariusze wydarzeń w wielu wypadkach były podobne jak w przypadku wspomnianego Antoniego Budnioka. Przesłuchiwany był także z uwagi na domniemanie „zdrady narodu” kierownik szkoły w Chybiu, Stanisław Sadkowski. Dotkliwie pobity został Wiktor Miech, pracownik cukrowni. W 1947 roku w Zaborzu „bezpieka” aresztowała Józefa Biłko, kierownika gospodarstwa „Gołysz”. Ciągłe bezzasadne wezwania, zatrzymania i inwigilowanie, strach i stresy były powodem pogorszenia stanu zdrowia wielu mieszkańców. Funkcjonariusze, przeprowadzając z poszczególnymi mieszkańcami rozmowy ostrzegawczo – kuszące, kazali wybierać między śmiercią a ugięciem związanym z upodleniem się. Z jednej strony rzucali oskarżenia o „zdradę narodu”, z drugiej zaś kusili realizmem politycznym, bezpieczną granicą oraz dokonaniami na polu odbudowy ze zniszczeń wojennych.
Na mocy dekretu PKWN o reformie rolnej z dnia 6 września 1944 roku państwo polskie przejmowało majątki osób, które przed nadejściem Armii Czerwonej ewakuowały się na zachód bądź pozostały, lecz uznane zostały za Niemców lub „zdrajców narodu”. Parcelę jednej z takich rodzin o powierzchni 3 ha rozparcelowano. Wiadomo, że jedna działka liczyła 1 ha, część zaś nieruchomości zamierzano przydzielić nauczycielom. Okoliczności przejęcia mienia tzw. poniemieckiego wskazują na liczne nieprawidłowości i przykłady bezprawia. Wójt gminy Zarzecze nawet wystąpił przeciw bezprawnym rekwizycjom i przywłaszczeniom mienia tzw. poniemieckiego dokonywanym przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (dalej UBP, potocznie UB). Niebawem został jednak z tego powodu aresztowany przez NKWD. Jednemu z mieszkańców Mnicha zamierzano odebrać majątek, za „jego nieżyczliwy stosunek do Polaków w czasie okupacji. Z nieznanych powodów przez jakiś czas majętność Józefa B., Anny S. z Chybia i Anny P. z Zaborza, uznanych za „zdrajców”, znajdowała się pod zarządem miasta Strumień. Na Skarb Państwa przejmowano również majątki pożydowskie. Początkowo spisem objęta została m.in. pożydowska nieruchomość Henryka Marmora (gospoda „na Żabińcu”), później jednak zarządzał majątkiem adwokat dr Berli. Podobnie było ze spadkiem po Gellerach. Sąd Grodzki w Strumieniu przyznał majętność spadkobierczyni Rozalii Geller. Śledząc dalsze losy majątków tzw. poniemieckich, można się dowiedzieć, że wiele z nich została przekazana gminnej spółdzielni.
Przejęcie władzy w Polsce przez PPR spowodowało, że w zasadniczy sposób uległo zmianie funkcjonowanie życia politycznego i społecznego. Jego zinstytucjonalizowane formy zostały narzucone z góry. Prawo do organizacji i działania uzyskały tylko te partie i stronnictwa polityczne, których przywódcy zaakceptowali program społeczno-politycznego i ekonomicznego rozwoju Polski, sformułowane w manifeście PKWN. Obok jedynej legalnej PPR działały również PPS, Stronnictwo Ludowe (dalej SL) i Stronnictwo Demokratyczne (dalej SD), które jednakże uznały kierowniczą rolę PPR. Ta ostatnia zaś praktycznie decydowała o tym, do jakiego stopnia możliwa była samodzielność tych trzech ugrupowań.
Jeśli chodzi o nastroje społeczno-polityczne w tym okresie należy stwierdzić, że spora grupa mieszkańców dystansowała się od udziału w życiu politycznym, inspirowanym przez wspomniane ugrupowania prokomunistyczne.
Podobnie jak w całym kraju nowa władza zakazała odtworzenia niektórych towarzystw i organizacji z okresu międzywojennego, m.in. tj. „Oświaty”, „Strzelca”. Podjęła też działania zmierzające do likwidacji istniejących organizacji. Przykładowo, na polecenie starostwa bielskiego na likwidatora TG „Sokół” w Zarzeczu wyznaczono Karola Szwedę, wójta gminy zbiorowej. Te organizacje polityczne i społeczne, które się ostały lub też dopiero co powstały, znajdowały się pod całkowitym nadzorem „władzy ludowej”.
Tuż po wojnie jeszcze pod „parasolem” Armii Czerwonej powstał Komitet Partyjny, zwany też później Komitetem Gminnym PPR w Chybiu. Natomiast niemal we wszystkich pozostałych miejscowościach powstały koła PPR. W dniu 27 lipca 1945 roku założono koło PPR przy cukrowni. Organizatorami byli: Józef Chrobok, Stefan Kidoń oraz Alojzy Sosna z Pierśćca. W pierwszym okresie działalności koło liczyło tylko 3 członków, jednak z upływem czasu ich liczba wzrosła; we wrześniu 1946 roku było już 64, a pod koniec 1947 roku około 100. Ustawicznie werbowano nowych członków. Z treści jednego ze sprawozdań wynika, że gdy nastąpiły problemy z werbunkiem, z pomocą przyszli działacze UBP i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (dalej KBW). Z dniem 29 grudnia 1945 roku sekretarzem koła partii został Stefan Kidoń, będący od 25 listopada 1946 kierownikiem personalnym cukrowni. W marcu 1946 roku dokonano wyboru nowego zarządu: Stefan Kidoń został sekretarzem koła partii, Michał Kasza zastępcą sekretarza, Józef Chrobok propagandystą, a Pieknik i Stokłosa członkami zarządu.
Po wyborach w 1947 roku głównym przedmiotem dyskusji na partyjnych zebraniach była sprawa ostatecznej parcelacji majątku Frelichów oraz obszaru leżącego na terenie gminy Mnich, należącego do majątku w Landeku, zwanego potocznie „Pierscowem”. Na kilku zebraniach zawzięcie dyskutowano nad podziałem butów pomiędzy pracowników cukrowni. W dniu 27 sierpnia 1947 roku podczas zebrania w sali cukrowni wybrano nowego sekretarza koła Józefa Kopca, świeżo upieczonego absolwenta szkółki partyjnej.
Koło PPR w Zarzeczu zostało założone już w marcu 1945 roku. Wkrótce zostało jednak w wyniku działań zbrojnego podziemia zlikwidowane. Reaktywowano je dopiero w marcu 1947 roku, jego sekretarzem został Wilhelm Szubert. Z chwilą odtworzenia koło liczyło 7 członków, zaś w marcu 1948 roku skupiało 21 członków. W kolejnych miesiącach spadła liczba działaczy, gdyż w sierpniu tego roku było już tylko 12 członków. W 1948 roku skład zarządu koła stanowili: Wilhelm Szubert – sekretarz, Rudolf Pisarek – zastępca sekretarza, Józef Pudełko – skarbnik, Antoni Kurzyca – propagandysta, Teofil Bartecki jako delegat zjazdu. Na zebraniach partyjnych omawiano na ogół sprawy aprowizacyjne, czasem personalne. W 1947 roku zamierzano wykluczyć z partii Augustyna Przewoźnika z powodu niejasnych zarzutów Antoniego Heroka. W grudniu 1947 roku działacze PPR postanowili zorganizować bal karnawałowy obywatelski w byłej sali gospody Jana Krzempka w Zarzeczu – Gołyszu. Niemalże kabaretowy charakter miało zebranie partyjne zorganizowane w dniu 24 października 1948 roku, podczas którego prawie wszyscy działacze wyrazili wobec siebie samokrytykę, a potem wzajemnie się oskarżali.

